Kochanie, I love you

Katarzyna Szewczyk
10.04.2011 , aktualizacja: 02.08.2011 12:23
A A A Drukuj
I zrozum tu kobietę/mężczyznę! - któż z nas nie żachnął się choćby raz w podobnym tonie. Komunikacja międzypłciowa jest skomplikowana podobno dlatego, że pochodzimy z różnych planet (osławione Wenus i Mars). A wyobraźcie sobie sytuację, w której oprócz przestrzeni kosmicznej jego i ją dzieli jeszcze język. Wenusjanka mówi na przykład po polsku, a Marsjanin dajmy na to po fińsku. To już chyba jakieś wielkie nieporozumienie...

ZOBACZ TAKŻE
Ola jest Polką, Miki Japończykiem - są małżeństwem. Poznali się trzy lata temu w Indiach, obecnie mieszkają w Warszawie. Swoją znajomość rozpoczęli w języku hindi (Miki zna go lepiej), próbowali też po angielsku (Ola zna go lepiej) i głównie w tym języku ją kontynuują. - Podczas pierwszych spotkań gadałam i gadałam, a on tylko przytakiwał. Byłam tym zachwycona - wspomina Ola. - Boże, jakim on jest świetnym słuchaczem! - myślałam. Ale wkrótce zorientowałam się, że on po prostu mnie nie rozumie...

- Jestem przyzwyczajona do bardzo szczerych, intymnych rozmów i mam wrażenie, że z Polakami trudno o coś takiego - tłumaczy Magda, która na swoim koncie dwa poważne związki międzynarodowe: z Anglikiem i Finem. - Angielski jest mniej skomplikowany i łatwiej mówić o uczuciach po angielsku. A może łatwiej się po prostu otworzyć w obcym języku, bo tak mocno się z nim nie utożsamiamy, jesteśmy obok niego? Sama nie wiem... - zastanawia się.

Ela mieszka w Krakowie. Od kilku lat związana jest z Amerykaninem. Mają córeczkę Zosię. - Co oprócz języka nas różni? Albert jest wytworem amerykańskiego konsumpcjonizmu, natomiast ja, nie dość, że młodsza od niego (dzieli nas 11 lat), to jeszcze wychowana w zupełnie innych, obcych mu wiejskich klimatach. Dla niego jestem jak kinderniespodzianka - żartuje Ela.

Miłosny kurs języka obcego, czyli "czy jest miejsce w lodówce?"

Polacy uczą się języków obcych głównie po to, aby zdobyć ciekawszą i lepiej płatną pracę. Badania przeprowadzone wśród studentów ESKK pokazują, że co piąty Polak chce poznać język, by lepiej zrozumieć kulturę danego kraju. Nieco mniej uczy się go w celach turystycznych.

Motywacją do nauki języka obcego, a także szansą na bezpłatne konwersacje z native speakerem, może być także miłość. Bo kiedy tubylec i "tambylec" się poznają i zakochają, mają dwa wyjścia, aby się porozumieć: nauczyć się języka ojczystego swojego partnera lub rozmawiać w trzecim, neutralnym języku.

- Dzięki związkowi z Albertem nabrałam pewności siebie w posługiwaniu się angielskim - opowiada Ela - Przyznaję, że na początku, pisząc SMSy, sprawdzałam je bardzo pilnie ze słownikiem. Chyba żeby się nie wygłupić i nie wyjść na nieuka - śmieje się Ela. Jednak partner cudzoziemiec to nie zawsze gwarancja podciągnięcia się w języku. Zwłaszcza gdy para posługuje się językiem obcym dla obojga. - Mam certyfikat językowy potwierdzający znajomość angielskiego na poziomie biegłym. Mąż zna angielski gorzej. Podczas tych wspólnych lat życia razem, Miki jednak bardzo się rozwinął w tym języku. Gorzej ze mną - cofnęłam się i dopasowałam do jego poziomu. Żeby dziś mówić na wysokim poziomie, muszę się mooocno wysilić - wzdycha Ola.

Moi rozmówcy zgodnie twierdzą, że jeśli mogą komunikować się w trzecim języku (zwykle angielskim), to nauka języka partnera nie jest konieczna. Jeśli już podejmują się tego trudu, to, aby móc porozumieć się z jego/jej rodziną i najbliższymi, lub przez wzgląd na miejsce zamieszkania (konieczność poznania języka lokalnego).

Kalle jest Finem, byłym chłopakiem Magdy. Mieszkał w przez jakiś czas w naszym kraju. Zabrał się wówczas za naukę języka polskiego. Sporo rozumiał, choć nie czuł się pewnie w mowie. - Pierwsze zdanie w języku polskim, jakiego się nauczyłem, brzmiało: "Czy jest miejsce w lodówce". Magda, moja dziewczyna, poznała tę samą sekwencję po fińsku. Przyznaję, że nauczyliśmy się tego dla żartu. będąc pod wpływem alkoholu - uśmiecha się. Magda mówi, że chciała nauczyć się fińskiego, aby móc komunikować się z babcią i mamą Kallego, a zależało jej żeby nie były to infantylne rozmowy.

Bariera językowa...

Gdy do głosu dochodzą silne emocje, a zwłaszcza miłość i zauroczenie, między ludźmi zaczyna się toczyć gra, która gmatwa komunikację. Flirtując, formułujemy niejednoznaczne wypowiedzi (żeby wiedział, ale sobie nie pomyślał) i doszukujemy się drugiego dna w wywodach i gestach rozmówcy (opadło jej ramiączko od stanika? znaczy, że mnie pragnie!). Nawet gdy uda nam się przejść do spokojniejszego etapu bycia razem - potrzeba dużej sprawności komunikacyjnej, żeby się dotrzeć. Bo intensywne uczucia, oczekiwania i pragnienia nieraz brutalnie konfrontują się z codziennością. O ile to wszystko jest trudniejsze, jeśli partnerzy są obcokrajowcami?

- Różnice językowe same w sobie nie są problemem - tłumaczy Justyna Glińska, psycholog z poradni Centrumj-Ja - Gdy partner zaspakaja nasze potrzeby - jest czuły, kochający, uśmiechnięty - słowa nie są rzeczywiście potrzebne. Gorzej, gdy pojawiają się jakieś trudności czy napięcie w związku: kłopoty z dziećmi, w pracy, gdy zaczynają nami targać negatywne emocje: złość, smutek, zazdrość - wówczas ograniczenie językowe może być dodatkowym utrudnieniem, czy źródłem nieporozumień.

- Myślę, że na początku była między nami mała bariera językowa, ale taka "tyci- tyci" - mówi Ela o swoim związku z Amerykaninem. - Poznawaliśmy się bardzo spontanicznie, taki międzynarodowy kod podrywania. A te bariery powstawały głównie przez moje mylne, dosłowne przekładanie myśli z polskiego na English. Teraz już myślę po angielsku - cieszy się Ela i dodaje: - Jeśli chodzi o wyrażanie uczuć, to owszem, jest mi łatwiej po polsku o nich mówić, ale tylko wtedy, gdy chcę powiedzieć to jakoś piękniej, a więc użyć bardziej skomplikowanej składni.

- Kiedy byłam z Anglikiem, który do tego pochodził z Jamajki, barierę odczuwałam na poziomie poczucia humoru - zwierza się Magda. - Nie zawsze mogliśmy zrozumieć swoje żarty albo ja miałam problemy ze zrozumieniem angielskojęzycznych filmów, które razem oglądaliśmy. Po prostu nie znałam kodu umożliwiającego wychwycenie dowcipu.

Ola jednak zauważa: - Wiesz, swoim tomikiem poezji w takim związku się nie podzielisz... Na przykład ja dużo serca i wysiłku wkładam w moją pracę na uniwersytecie. Zajmuję się wąską specjalnością i jeśli chcę o niej komuś opowiedzieć, muszę posłużyć się skomplikowaną terminologią. Właściwie to i Polaka jest mi trudno wdrożyć w tematykę mojej pracy, ale mojego męża, po angielsku, to już w ogóle! Szczerze mówiąc, nie umiem się z tym do końca pogodzić, bywa to frustrujące i nas rozdziela - konstatuje ze smutkiem.

Kalle wskazuje na inny problem związany z barierą językową - poczucie wyalienowania w obcym kraju. Według niego dopóki nie pozna się biegle lokalnej mowy, zawsze w towarzystwie będzie się outsiderem. Kalle przywołuje jednak anegdotę: - Kiedyś odwiedziła nas mama Magdy, która nie mówi po angielsku. Kiedy moja dziewczyna poszła do pracy, zostaliśmy sami. Mama przyszła do mnie rano i zrozumiałem, że pyta mnie, gdzie jest kawa. Poszedłem więc do kuchni, wyjąłem pudełko z szafki, położyłem na blacie i wróciłem do pokoju. Ona tylko dziwnie na mnie spojrzała. Później się dowiedziałem, że ona poprosiła, żebym zrobiłjej kawę.

Właśnie życie codzienne sprawia różnojęzycznym parom najwięcej kłopotów. - Trzeba skręcić stołek - podaje przykład Ola. - A ja nie zawsze pamiętam, jak jest śrubokręt po angielsku, czy tym bardziej po japońsku. Są słowa, których nie używa się często. Albo wytłumacz mu, co jest napisane w akcie notarialnym, czy, co to jest stopa procentowa.

Grzegorz Wojas, psychoterapeuta, uważa, że większą przeszkodą niż bariera językowa są różnice kulturowe: - Uczucia są uczuciami bez względu na język, którym się posługujemy - wyjaśnia. Zgadza się z tym Magda: - Mój międzynarodowy związek rozpadł się, bo nie rozumieliśmy się jako ludzie, a nie jako użytkownicy języka. Bariera językowa nie istnieje, jeśli jest porozumienie między partnerami. Wówczas język jest sprawą drugorzędną - stwierdza.

...czy porozumienie bez granic?

Według badań antropologa Alberta Mehrabiana w procesie komunikacji interpersonalnej jedynie 7% informacji przekazuje się za pomocą słów, 38% brzmieniem głosu i aż 55% poprzez zachowania niewerbalne. Do podobnych wniosków doszedł inny uczony - Ray Birdwhistell. Ustalił, że słowa stanowią 35% rozmowy twarzą w twarz, pozostała część zaś przebiega na poziomie niewerbalnym. A więc może moi rozmówcy mają rację, że język to nie aż tak wielka bariera? Tym bardziej że można wspomóc się nie tylko sygnalizacją pozawerbalną, ale także słownikiem.

Podziel się

Znajdź studia, kursy i szkolenia